|
|
WROCŁAW - ZLOT - Gran Derbi - 10 marca 2007
by bambosh
10 marca 2007 roku był przez długi czas wyczekiwany przez rzesze polskich Barcelonismo. Wszystko za sprawą faktu, że tego dnia rozgrywano Wielkie Derby Europy. Do Wrocławia miały zjechać dziesiątki fanów. Pierwsi zaczęli meldować się już w piątek z samego rana. Miejscowi
przedstawiciele FCBP już kilka miesięcy wcześniej zadbali o rezerwację
noclegów i miejsc w klubie, gdyż swoją obecność w stolicy Dolnego
Śląska zapowiedziała prawie setka Cules z całej Polski!
Gdy swoje miejsca w pokojach zajmowali pierwsi przybyli, w
kilkudziesięciominutowych odstępach w hostelu meldowali się kolejni. Po
zebraniu się w nieco większe grupki fani Blaugrany udali się na
wrocławski rynek, by choć postarać się wyczuć pierwsze oznaki wiosny wśród
zabytkowych wrocławskich kamienic.
Wieczorem wszyscy spotkali się w jednym miejscu, by na spokojnie
porozmawiać, a nierzadko dopiero się poznać. Nie jest tajemnicą, że
zlot z okazji marcowych Gran Derbi był dla wielu pierwszą okazją do poznania
tych, których do tej pory kojarzyło się jedynie z nieskończenie długich,
nocnych debat na GG na tematy związane nie tylko z Barceloną. Dyskusjom wręcz nie
było końca. Po dobrych kilku godzinach zdecydowaliśmy się na zasłużony
wypoczynek.
Następnego dnia z samego rana, mimo minimalnie krótkiego snu, wszyscy
zameldowali się przed hostelem uzbrojeni w sprzęt piłkarski. Jak na
prawdziwych kibiców przystało postanowiliśmy urządzić turniej piłki
nożnej halowej. Kłopotów z wybraniem składów drużyn oszczędził podział
administracyjny Polski. Zatem niedługi czas później na hali sportowej w
jednej ze szkół, gotowe do gry były ekipy: Górny Śląsk 1, Górny Śląsk 2, Opole, drużyna reszty świata i drużyna gospodarzy, czyli Wrocław. Czterogodzinny turniej, zgodnie z filozofią Joga Bonito toczył się nieprzerwanie na najwyższym poziomie. Najlepsza okazała się drużyna z Opola. Nikt spośród obserwatorów
turnieju nie narzekał choćby przez chwilę na brak emocji i dobrego humoru. Po
zakończonym turnieju nadszedł czas na obiad. Jedni, zmęczeni futbolem,
zdecydowali się na spożycie produktów w popularnej restauracji u Pana
McDonalda, inni naprowadzali się wzajemnie na bary serwujące dobre i
niedrogie domowe jedzenie.
Późnym popołudniem po głowach wszystkich przybyłych krążyła już
tylko jedna myśl. Wraz z upływem kolejnych godzin emocje coraz bardziej dawały o
sobie znać. Wszyscy czekali już tylko na mecz z odwiecznym rywalem, dlatego klub
"13" zaczął zapełniać się bordowo-granatowymi barwami dobre 3 godziny
przed spotkaniem. Tuż przed rozpoczęciem meczu w górę poszły szaliki i
flagi, a cały lokal przepełniała tylko jedna wspaniała melodia - hymn FC Barcelony, hucznie odśpiewany przez dziesiątki fanów. Atmosfera panująca w tym czasie nie pozwalała skupić się na
niczym innym, jak tylko na meczu. Doping, prowadzony przede wszystkim przez
zaprawionych w boju reprezentantów Górnego Śląska, prezentował się na
wysokim poziomie. Głośne okrzyki przeplatały się z coraz mocniejszymi i
żywszymi brawami. Przerwa w meczu również obfitowała w ciekawe sytuacje.
Po przyjacielskich gestach wymiany szalików z "zabłąkanym kibicem", wszyscy
rozpoczęli drugą połowę. Wraz z upływem czasu, emocje na boisku rosły.
Wynik 3:3, jakim zakończyło się spotkanie, dla jednych był powodem do
skrzywionej miny, u innych jednak przywoływał uśmiech radości. Nie na co dzień jest
się przecież świadkiem tak wyjątkowego wydarzenia, kiedy to w doliczonym
czasie gry geniusz jednego piłkarza odwraca losy spotkania. Kiedy ściskane od 80
minuty dłonie w końcu wędrują ku niebu, kiedy setki szali w jednej
sekundzie sięgają gwiazd i kiedy niezliczona ilość gardeł wspólnie rodzi
najpiękniejszy z możliwych dźwięków na świecie...
Noc, co było do przewidzenia, szybko się nie zakończyła. Dyskusje na
temat meczu i gry zawodników stanowiły główny temat rozmów jeszcze przez
długie godziny. Nie wiedzieć kiedy przyszedł niedzielny poranek, co dla wielu
oznaczało powrót do domu. Ostatnie słowa zamienione na korytarzach
hostelu, wymiana numerów z nowopoznanymi Cules oraz obietnice niedługiego spotkania
sprawiały, że pożegnania do najsmutniejszych nie należały. Każdy
bowiem, kto choć raz uczestniczył w zlocie Wielkiej Rodziny Barcelonismo wie, że
kwestią czasu jest, kiedy znów rzesze najwierniejszych fanów z całej Polski tego
samego dnia obiorą jeden wspólny kierunek na mapie...
KILKA ZDJĘĆ ZE ZLOTU:

1. Pojedynek gospodarzy zainicjował rozgrywki turnieju kibiców FCB.

2. Nawet na ulicy nie mogło zabraknąć katalońskich akcentów.

3. Ekipa Górnego Śląska rozkręcała doping.

4. Niewielka część zgromadzonych w klubie "13" fanów Blaugrana.

5. Oddanie klubowi można okazywać na wiele sposobów.
by bambosh
POWRÓT
|
|