FC BARCELONA - VALENCIA CF, 14-19.10.2010 by GLOBER

Kolejny wyjazd Fan Club Barça Polska zakończył się pełnym sukcesem! Tym razem drużyną, która pod bacznym okiem ponad setki Cules z Polski została pozbawiona przez Barcelonę złudzeń o mistrzostwie, była Valencia CF! Zacznijmy jednak od początku...

...który miał miejsce na Dworcu Letnim w chłodnym, pochmurnym i deszczowym Poznaniu, 14 października 2010 roku. Tradycyjnie już to właśnie w tym miejscu członkowie fan clubu spotkali się, by wyruszać na pełną przygód podróż do samego serca Katalonii. Pomimo niesprzyjającej pogody, nikomu, na myśl o czekających przeżyciach, nie przyszło na myśl narzekanie na cokolwiek.

Po sprawnym zapakowaniu bagaży (a później i samych siebie) do autokaru i trzech słowach od Prezesa FCBP, przyszedł czas na zapoznanie się z sąsiadami, przez co droga do granicy polsko-niemieckiej minęła szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Niestety, autostrady naszych zachodnich sąsiadów były wyjątkowo zakorkowane, przez co byliśmy zmuszeni pojechać inną od planowanej drogą. Gdy już jechało się sprawnie, napotkaliśmy kolejną przeszkodę. Niedaleko granicy Niemiec z Francji, trzy godziny spędziliśmy stojąc w jednym miejscu w korku, co było tego przyczyną? Tego nie wie nikt.

Chociaż do Barcelony dotarliśmy z opóźnieniem, po wyjściu z autokaru każdemu dopisywały humory. Na miejscu przywitała nas grupa członków FCBP, która do stolicy Katalonii udała się wcześniej (w tym miejscu, nauczeni doświadczenia dwóch kibiców z FCBP, ostrzegamy: na jednej ze stacji, na której zatrzymuje się autobus z Girony, prócz metra, kursują także pociągi poza Barcelonę - nie polecamy do nich wsiadać;) ), a kolejną rzeczą malującą uśmiech na twarzach była pogoda, jakże różna od tej, którą zostawiliśmy w Polsce 30 godzin wcześniej. Słońce, bezchmurne niebo i dość wysoka temperatura spowodowało, że niewiele osób zdecydowało się na dłużej pozostać w hostelu. Po zakwaterowaniu się w pokojach, wypakowaniu i odświeżenie po długiej podróży, większość z nas wyruszała na pierwsze spotkanie ze wspaniałą atmosferą Barcelony. Niestety, cel podróży części z nas, czyli słynna fontanna przy Montjuic, z powodu konserwacji, nie działała (choć dwie napotkane turystki twierdziły, że fontanna nie działała, gdyż "nie napadało deszczu" - trzymajmy się jednak wersji pierwszej). Oczywiście nie trudno było także nas spotkać na tętniącej życiem Rambli, czy na piaszczystej plaży, która przy akompaniamencie szumu fal i blasku zachodzącego słońca jest miejscem niezwykłym.

Po tych wojażach, każdy powoli wracał do hostelu, mając świadomość, że to dopiero początek wieczoru. Duży pokój wspólny ponownie stał się miejscem, w którym miała miejsce szeroko pojęta integracja, a ostatni towarzysze rozmów kładli się spać, gdy inni wstawali na śniadanie.

Sobota była kolejnym dniem, w którym na pogodę narzekać mogliby co najwyżej miłośnicy pingwinów i niedźwiedzi polarnych. Tak dobre warunki zachęciły część ekipy do zwiedzenia jakiejś części Barcelony jeszcze przed zaplanowanymi na godziny południowe wspólnymi zakupami w Botidze. Wspaniały barceloński port i gorące piaski na plaży przyciągnęły na długie chwile i aż żal było to miejsce opuszczać. Właściwie pewnie nikt by tego nie zrobił, gdyby perspektywą na najbliższe minuty nie był monumentalny stadion Camp Nou oraz po brzegi wypełniony barwami blau y grana sklep tuż przy samym stadionie. Różnorodność rzeczy, które można było tam nabyć spowodowała, że większość z nas żałowała, że przed wyjazdem z Poznania nie zgarnęła pełnej kumulacji w totka. Po dokonaniu zakupów i uszczupleniu portfela o całkiem sporą jego część, większość z polskich Cules zdecydowała się udać do hostelu na zasłużony odpoczynek przed nadchodzącym wielkimi krokami meczem.

Ledwo zdążyliśmy odetchnąć i zjeść obiad w pobliskim kebabie, a już przyszła pora na to, by powoli udać się w jednej wielkiej grupie na stadion. Zanim jednak wyszliśmy z hostelu, zgodnie z tradycją FCBP, wszyscy chętni mogli za symboliczne dwa euro obstawić przewidywany wynik pojedynku z Valencią. Przy tej okazji miejsce miała także uroczysta prezentacji koszulki meczowej FC Barcelona z podpisani piłkarzy pierwszej drużyny, która przekazana zostanie na licytację podczas najbliższego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Już kilka minut później liczna, bo licząca niemal setkę osób grupa kibiców z Polski metrem udała się aż na najbliższą stację przy stadionie. Wspólna droga u każdego z nas wywołała dodatkową falę emocji, a utworzony przez nas tłum bordowo-granatowych barw spowodował, że nawet starym wyjazdowym weteranom serce (oczywiście też blaugrana) mocniej zakołatało. Samo wejście na teren Camp Nou obyło się bez niepotrzebnych przygód. Jeszcze przed wejściem na trybuny, ci spośród nas, którzy w przypływie ekscytacji nie pobiegli od razu do czytników biletów, porobili sobie pamiątkowe zdjęcia pod crestem FCBP wmurowanym w Camp Nou. Zaraz po tej uwiecznionej na kartach sim naszych aparatów chwili, udaliśmy się na skąpane w świetle zachodzącego słońca trybuny Nou Camp, by skonsumować danie główne tego wyjazdu, pojedynek pomiędzy mistrzem Hiszpanii - FC Barcelona, a aktualnym liderem rozgrywek hiszpańskiej Primera Division - drużyną Valencii.

Podczas pierwszej połowy spotkania wielu z nas zastanawiało się, czy my na pewno trafiliśmy na dobry stadion. Piłkarze "Dumy Katalonii" nie mogli sobie poradzić z dobrze zorganizowaną ekipą Valencii, a co rzadko się zdarza, przez pewien czas do drużyna gości miała przewagę w posiadaniu piłki. Swoją dobrą grę piłkarze Emery`ego udokumentowali w 38. minucie bramką Pablo Hernandeza, a gdy kibice zgromadzeni na Camp Nou dobrze po tym nie ochłonęli, Victor Valdes sobie tylko znanym sposobem uchronił Barcę od utraty drugiej bramki.

Na drugą połowę drużyna Barcelona wyszła odmieniona. Chociaż bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że po prostu zagrała tak, jak potrafi. Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli wrócić na swoje miejsce (bo na przykład stali w kolejce po hot-doga...), gdy po fantastycznej dwójkowej akcji Iniesty z Xavim, ten pierwszy płaskim strzałem umieścił piłkę w siatce obok bezradnego Cesara. Gol "bohatera z Londynu" umocnił wiarę w zwycięstwo i przeskoczenie Valencii w ligowej tabeli. Barcelona atakowała z jeszcze większym animuszem, co w końcu swój efekt znalazło gdzieś w okolicach okienka bramki gości. Kilka minut po upływie godziny gry, z prawej strony boiska wprost na głowę Carlesa Puyola dośrodkował Xavi, a stoper "Dumy Katalonii", ku uciesze niemal 90.000 kibiców na stadionie, wyprowadził Barcelonę na prowadzenie. Pomimo szans z obu stron, rezultat meczu nie uległ zmianie, dzięki czemu trzy punkty zostały na Camp Nou. Po raz kolejny więc w historii wyjazdów FCBP do Barcelony, obecność polskich Cules na stadionie przynosi szczęście naszym ulubieńcom. Dodatkowo usatysfakcjonowani przebiegiem tamtego wieczoru bez cienia wątpliwości są Maja z Andrzejem, którzy na trybunach Camp Nou, jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, wkroczyli na nowy życiowy 'level' zaręczając się. Gratulujemy i życzymy szczęścia :).

Po meczu radości nie było końca, przynajmniej wśród nas. La Rambla dostosowała się niestety do tego, jak w przekroju całego meczu wyglądały trybuny Camp Nou. Postronny obserwator nie byłby w stanie zauważyć, czy to grała FC Barcelona, Olimpique Lyon czy może miał miejsce mecz pomiędzy drużyną Królika Bugsa, a przybyszami z kosmosu. Zupełnie inaczej wyglądało to wszystko w miejscu naszego zakwaterowania. "Barcelona Dream Hostel" po powrocie z obiektu futbolowego kultu, po raz kolejny tętniła życiem do białego rana. Zarówno weterani fanclubowskich wyjazdów, jak i ci przeżywające akurat "swój pierwszy raz" wymieniali się emocjami i przeżyciami tego dnia popijając przy tym gorącą herbatę wprost z pobliskiej herbaciarni "u Chińczyka".

Dla żądnych kolejnych wrażeń niedziela rozpoczęła się zaledwie parę godzin po zaśnięciu, gdyż już po 8 rano byli na nogach gotowi do wyjścia naprzeciw wspaniałej architekturze miasta Gaudiego. Inni natomiast stanowczo stwierdzili, że wolą pospać trochę dłużej, by zebrać więcej sił przed kolejnym pełnym wrażeń dniem.Barcelona jest tak magicznym miastem, że pomimo różnej pory wyruszenia i bez wcześniejszego umawiania się w konkretnym miejscu, spora część z nas spotkała się z nas przy, lub już na stadionie. Zupełnie odmienione muzeum klubu na dłużej pochłonęło naszą uwagę, a największym zainteresowaniem cieszyły się interaktywne tablice, na których mogliśmy podziwiać między innymi bramkę Iniesty w meczu z Chelsea, czy zobaczyć debiut Leo Messiego w oficjalnym meczu pierwszego zespołu. W również interaktywnym spisie Penyi FC Barcelona nie zabrakło oczywiście niezwykle aktywnego Fan Clubu Barça Polska, co oczywiście u każdego z nas wywołało uśmiech na twarzy.

KILKA ZDJĘĆ Z WYJAZDU:


1. Dzień meczu z Valencia.


2. Koszulka z autografami wszystkich piłkarzy FC Barcelony.


3. Xavi na płycie Camp Nou.


4. Ekipa FCBP na mecz wybrała się metrem.


5. Członkowie Stowarzyszenia pod herbem wmurowanym w stadion.


6. Spotkanie z kibicami z Algierii...


7. ...oraz z Valencii :)


8. Minuta ciszy tuż przed meczem.


9. Rzut rożny - przy piłce Xavi.


10.Barcelońska plaża to idealne miejsce na puszczanie latawców.

POWRÓT