p Fan Club Barca Polska



Trobada Mundial de Peńas del FC Barcelona 4-6.09.09 by Bartosz & bambosh


Wrzesień dla niektórych zaczął się od pieszej wędrówki do pobliskiego Zespołu Szkół Publicznych, dla innych od wizyty w osiedlowym sklepiku, a dla nas od porannego wyjazdu na lotnisko. Oto przed nami jeden z ważniejszych wyjazdów w krótkiej historii Fan Club Barça Polska - droga na Ogólnoświatowe Spotkanie Penyi w Totanie, tzw. Trobada Mundial de Peńas del FC Barcelona. Jeszcze nigdy polscy kibice nie mieli swojego oficjalnego przedstawicielstwa na tego typu zjeździe, mimo że był to już 32 taki zlot. Tym większa presja ciążyła na przedstawicielach los polacos. Mimo to, pewni siebie wyruszyliśmy w składzie: Tomasz Lasota, Bartosz Niewiadomski oraz Mateusz Szczepański.

Cel pierwszy był jasny. Musieliśmy dotrzeć na południe Hiszpanii, konkretnie do Malagi. Lot z Warszawy trwał 4 godziny i przebiegł spokojnie. Potem jeszcze jazda autobusem oraz krótki spacer i dotarliśmy do hostelu (który notabene ustępował jakieś 2 klasy temu, w którym zwykle mieszkamy w Barcelonie). Samo miasto zrobiło na nas generalnie dobre wrażenie. Może nie jest ono tak atrakcyjne i świetnie skomunikowane jak Barcelona, jednak miało swój klimat i urok. Czas w Maladze wykorzystaliśmy na zwiedzenie Starego Miasta oraz ruin twierdzy wybudowanej przez Rzymian - Alcazaby, a także na uporządkowanie informacji o stowarzyszeniu i przygotowanie krótkiego wystąpienia w języku hiszpańskim, by w razie czego można było sprzedać w Totanie cenne informacje o polskich culés. Jak się później okazało Hiszpanie wielokrotnie poddawali nas próbom, które udało nam się zdać wyśmienicie.


1. Widok ze wzgórza Zamku Alcazaba.

Dokładnie 4 września 2009 rano udaliśmy się na lotnisko w Maladze. Nie wracaliśmy jednak do domu. Wręcz przeciwnie - był to początek drugiej, najważniejszej części naszego wyjazdu. Stąd właśnie ruszyliśmy wypożyczonym Fordem Focusem, przyozdobionym bordowo-granatową flagę, w ponad 400km trasę na północny-wschód. Kierunek: Totana, prowincja Murcia. Kilka godzin jazdy autem było dla nas właściwie przyjemnością i po raz kolejny pokazało co znaczy zachodnia autostrada. Co najmniej dwa pasy w każdą stronę, bezkolizyjne skrzyżowania i doskonałe oznakowanie praktycznie od wyjazdu z lotniska, po samą Totanę. Wszystko to okraszone urzekającymi krajobrazami południowej Hiszpanii. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy już w Totanie.

No właśnie - Totana. W tym miejscu chcę kilka słów poświęcić samemu miastu, w którym Penya podjęła się trudu organizacji tej ogromnej imprezy. Średnia temperatura: 18,8'C, opady na poziomie 320mm, populacja: 25 tys. mieszkańców to wszystko, co wiedzieliśmy przed przyjazdem. Na pierwszy rzut oka jechaliśmy więc do szeregowego miasta wielkości Mińska Mazowieckiego czy Ostródy. Zaskoczyliśmy się jednak bardzo miło. Już wiszący przy wjeździe do miasta banner "Witamy na 32. Ogólnoświatowym Zjeździe Penyi" nastroił nas pozytywnie. Jak się potem okazało, było tu praktycznie wszystko: dwupoziomowe restauracje, kilku gwiazdkowe hotele, ogromne kino, piękne kamienice z wąskimi uliczkami oraz niezliczona ilość parków.

Ok. godziny 16 dotarliśmy ostateczne do tego urokliwego miasteczka. Po przegranej walce z GPS-em pomocy udzielił nam uprzejmy Hiszpan, który wskazał właściwą drogę. Chwilę później staliśmy już w drzwiach eleganckiego i schludnego, acz niezbyt przestronnego pokoju. Szybki prysznic, zmiana garderoby na czarne koszulki FCBP i całkowicie gotowi wypatrywaliśmy przed hotelem autobusu, który miał nas zabrać na inaugurację zlotu. Nie byliśmy wtedy świadomi, że czas spędzony na czekaniu będzie prawdziwym "strzałem w dziesiątkę". Oto razem z nami autokaru wypatrywał starszy mężczyzna z wysłużoną bordowo-granatową flagą. Odezwał się pierwszy. Mówił głośno i wyraźnie, wiedząc, że jesteśmy obcokrajowcami. Po przywitaniu i krótkiej kurtuazji nadszedł czas na rozmowę o Barcelonie, mieście, drużynie i polityce. Od słowa do słowa okazało się, że Josep - bo tak miał na imię mężczyzna - to trener młodzieży licencjonowany przez Federació Catalana de Futbol, człowiek, który wypromował Alberta Jorquerę oraz Marca Muniesę, a także ex-prezydent Penyi z Lloret de Mar. Zrobiło to na nas spore wrażenie, najlepsze jednak było przed nami. Gdy zboczyliśmy na temat Trobada Mundial starszy Hiszpan przyznał, że ma nadzieję na doskonałą atmosferę, gdyż sam w 2000r. był organizatorem podobnego zjazdu w Lloret de Mar. Zamurowało nas.

Pół godzinę później dojeżdżaliśmy już na wzgórze k. Totany, gdzie mieści się Santuario de La Santa. Tu w pięknej scenerii rozgrywać się miał piątkowy wieczór. Zaczęło się od małych problemów z otrzymaniem akredytacji, ale sprawę natychmiast rozwiązał jefe, jak pieszczotliwie nazywaliśmy Josepa. Człowiek ten doskonale znał przybyłych gości oraz organizatorów. Po małych nerwach zasiedliśmy do jednego z kilkunastu stołów, przy których kolację spożywało jakieś 400 osób. Grillowane mięso i przeróżne sałatki to chyba najważniejsze pozycje z menu. Niemniej czas spożywania posiłków to w Hiszpanii doskonały moment na zawieranie nowych znajomości. I znów trafiliśmy dobrze. Naprzeciwko nas zasiedli Rafael i Miguel z Penyi El Repartidor z L'Hospitalet (przedmieścia Barcelony). Wspólnych tematów było sporo. Katalończycy najbardziej zaskoczyli nas jednak deklarując, że zaczytują się w historii Polski. Nie od dziś wiadomo, że jest ona piękna i ciekawa, jednak tak pochlebnych opinii z ust obcokrajowców chyba jeszcze nie słyszeliśmy. Był to dopiero początek. Przez następne dni byliśmy co raz zaskakiwani polskimi motywami w życiu Hiszpanów i Katalończyków. Od ciekawości, a wręcz znajomości naszej historii, przez wynajmowanie mieszkań Polakom aż po kilkuletnie studia w Polsce. Tym bardziej imponowało im, że Fan Club Barça Polska ma swoją delegację na Ogólnoświatowym Zjeździe. Czuliśmy, że przyjmują nas doskonale, że szanują i podziwiają naszą determinację. Tym dumniej mogliśmy opowiadać o dziesiątkach Polaków, którzy spotykają się na zlotach w kraju, o setkach, którzy przemierzają 2000 km, by na żywo oglądać Barcę, i tysiącach tych wiernych cules, którzy mecz w mecz trzymają kciuki za Blaugranę.

Po około godzinnej uczcie udaliśmy się do położonego na wzgórzu, 400m dalej zamku. Z daleka dało się słyszeć muzykę, jaka dobiegała z rozległego dziedzińca. Z każdym krokiem w powietrzu można było coraz mocniej odczuć atmosferę zlotu. Kiedy nasza delegacja dotarła do celu, z głośników rozbrzmiewał utwór "Viva la Vida" - znana chyba wszystkim kibicom Barçy piosenka zespołu Coldplay. Po chwili naszym oczom ukazał się wielki, piętrowy autokar TriCampions, w którym piłkarze świętowali zdobycie tytułów w centrum Barcelony. Magicznie zasłuchani w te same dźwięki, które towarzyszyły podopiecznym Guardioli w zdobywaniu trofeów, chłonęliśmy z tej chwili ile się dało, wzrok wbijając we wszystkie zeszłosezonowe puchary, jakie zgromadzili piłkarze podczas najlepszego sezonu z całej historii FC Barcelony.

W końcu przyszedł czas na wysłuchanie przemówień członków zarządu oraz organizatorów, z Juanem Carriónem - prezydentem PB de Totana - na czele. Wiele mówiono o przygotowaniach, dziękowano za przybycie gościom i zapewniano, że będzie to zjazd, który zapamiętamy na długo. Wydaje się, że słowa te były trafne w 100%, a dowód tego przyszedł już po 20 minutach. Kiedy zakończyła się oficjalna część otwarcia, udaliśmy się na tył sceny, gdzie w asyście ochrony mieli pojawić się występujący przed chwilą prominenci. Wśród nich był znany nam wszystkim Xavier Bagués, członek zarządu FC Barcelony, który prowadził w maju uroczystość odsłonięcia Crestu naszej Penyi. Gdy tylko spotkał nas jego wzrok, okoliczni goście ujrzeli scenę rodem z filmu. Mężczyzna wręcz wyrwał się ochronie i podbiegł do nas krzycząc - Polacos! Que tal amigos? Bien, si? - po czym wyściskał każdego z nas jak swojego brata. Autentyczna radość płynęła z jego oczu, a my poczuliśmy, że jako kibice z Polski nie jesteśmy anonimowi. Wręcz przeciwnie - był to kolejny dowód na to, że culés znad Wisły są doskonale rozpoznawalni i przede wszystkim szanowani wśród kibiców z całego świata. Rozmowę z Panem Baguésem przenieśliśmy także na bardziej konkretną płaszczyznę. Oprócz rozwiązania kwestii akredytacji (który tymczasowo załatwił jefe) poruszyliśmy kwestie projektów, jakie planujemy przygotować w 2010r. Błyskawicznie przy nas znalazł się asystent Baguésa, a on sam obiecał po raz kolejny zaangażowanie i pomoc. Kilka minut rozmowy wystarczyło, by ustalić kilka wstępnych szczegółów. Przy okazji przedstawiono nas innym delegatom. Nim się obejrzeliśmy była już północ.


2. Uroczyste rozpoczęcie spotkania przez organizatorów.

00.00 - czas spać? Wręcz przeciwnie! Wraz z kilkuset innymi culés zasiedliśmy, by obejrzeć Festival folklórico de los 5 continentes. Występy grup z Hiszpanii, Meksyku, Ukrainy, Senegalu i Ekwadoru umilały nam czas przeszło do 2 w nocy. Trzeba tu uczciwie przyznać, że nie byliśmy ostatnimi, którzy udali się do hotelu. Ciekawszy jednak jest fakt, który wcześniej celowo pominęliśmy. Otóż średnia wieku na zlocie wynosiła ok. 50-55 lat. Uczestnicy to głównie seniorzy, zasłużeni członkowie Penyi. Niewiele lub prawie wcale nie było osób w naszym wieku. Mimo to, dzięki wielkiej uprzejmości i otwartości czuliśmy się doskonale. Nie do przecenienia jest też fakt, że każdy z nas bez większego problemu porozumiewa się po hiszpańsku, co w kontakcie z Hiszpanami z 2 i 3 generacji było chyba decydujące. Odsetek znających angielski był bardzo mały. Cóż można dodać - warto było starać się o zniżki na kursy hiszpańskiego w szkołach w całej Polsce :) Po godzinie trzeciej padliśmy zmęczeni w hotelowych łóżkach. Pierwszy dzień był dla nas niemałym sukcesem, jednak nie śmieliśmy wyobrażać sobie tego, co czekało nas później.



Mimo wyjątkowo krótkiej nocy, od porannej pobudki wystarczyły 3 kwadranse, byśmy zwarci i gotowi czekali przed hotelem. Jako że do odjazdu autokaru pozostało ok. 10 minut postanowiliśmy zrezygnować ze śniadania. Jednak ze względu na fakt, że wciąż na kilka chwil przed odjazdem autokaru na miejscu zbiórki byliśmy sami – udaliśmy się na szybkiego bajgla z napojem. Ten z kolei okazał się być naprawdę szybki, gdyż po dosłownie kilku minutach autokar zajętymi miejscami był gotowy do odjazdu. Ostatni gryz "na wynos" i ruszamy uzbrojeni w banderę "Barça Polska".

Po kilkunastu minutach jazdy dotarliśmy do sporego placu w centrum Totany. Na miejscu znajdowała się pokaźna kolekcja pinów różnych Penyi. Oczywście takiej okazji nie mogliśmy odpuścić, zaopatrując się w te najbardziej wyjątkowe. Po kilkunastu minutach oczy wszystkich powędrowały ku niebu, gdzie po chwili dały się dostrzec pierwsze sylwetki spadochroniarzy. Wielki krzyż z odblaskowego materiału (w kolorze łososiowym z przewagą dojrzałego mango) ułożony przez wojskowych był celem skoczków. Kolejni lądowali w odległościach kilkumetrowych od środka, co raz po raz wzbudzało burzę oklasków. Kiedy taśmy bezpieczeństwa okalające plac zniknęły, powoli zaczęły formować się kolejne reprezentacje Barcelonistów z różnych części Hiszpanii. Totana powoli szykowała się na wielka paradę Penyi!

Dziesiątki bordowo-granatowych unoszących się nad głowami herbów powodował - jakże przyjemne - zawroty głowy. Nie mogliśmy zatem pozostać gorsi - w ciągu kilkunastu sekund wzdłuż ulicy została rozciągnięta ogromna biało czerwona flaga, która bez wątpienia wzbudziła ogromne zainteresowanie. Do każdego z nas podeszło jednocześnie po kilka osób, wypytując o wszystko i jeszcze więcej. Kiedy okazało się, że jesteśmy z Polski (tak, tej prawdziwej Polski!) i przyjechaliśmy tutaj specjalnie na zlot, gratulacjom nie było końca. Nie minęło kilka minut, jak zostaliśmy najbardziej obleganym punktem formującej się dopiero parady Blaugrana. Liczba osób chcąca sobie zrobić z nami zdjęcie na tle flagi była tak duża, że fizycznie nie było możliwości nadążyć za spoglądaniem w obiektywy. Poklepywanie pleców, kiwanie z podziwem głowami oraz przyjazne gesty. Czując na sobie tysiące oczu wszystkich kibiców zdecydowaliśmy się na zaintonowanie hymnu. Na dyskretny znak ile sił w gardłach krzyknęliśmy: "Tooot el camp!!!" Na reakcję tłumu nie musieliśmy długo czekać. W jednym momencie "krzyk został podniesiony", a mieszkańcy wszystkich okolicznych budynków pewnością świetnie usłyszały naszą najlepszą wizytówkę: "Som la gent blaugrana!!!" Szczerze mówiąc nie wierzyłem, że tak głośne wykonanie usłyszę kiedykolwiek poza Camp Nou. Hymn prowadzony przez Polaków został w całości zarejestrowany przez BarcaTV, której kamery nie mogło zabraknąć na miejscu. Pierwsza zwrotka, refren i głośne "Barça Barça Baaaarça" nagrodzone zostały wiwatem. Na tym jednak nie poprzestaliśmy, rozpoczynając ku zdziwieniu większości drugą zwrotkę "Cant del Barça". Tym zjednaliśmy sobie na dobre chyba wszystkich. Po zakończeniu śpiewu wokół nas zebrał się kolejny tłum Cules, którzy nie mogli się nadziwić, że przybysze z tak daleka znają najważniejszą pieśń każdego Barcelonisty. I choć dla nas była to normalna sprawa, a wręcz obowiązek, czuliśmy się naprawdę wyjątkowo.

Rozmowy, wymiana drobnych gadżetów i wizytówek trwała jeszcze dobre kilkanaście minut, zanim powietrze przeszył donośny głos trąbek - orkiestra dała znak do rozpoczęcia pochodu. Ogromne głośniki ulokowane na przyczepach, ciągnięte przez samochody wolno rozpoczęły pochód. Tuż za nimi wzrok przyciągało kilkanaście grup dziewcząt wykonujących układy taneczne. Barwność kostiumów, niecodzienny makijaż i pomysłowe fryzury sprawiały wrażenie bajkowych. Zaraz za nimi miejsca zajęły poszczególne reprezentacje przyjezdnych. Każda zaopatrzona była w swój sztandar, na której widniał herb ich Penyi, wyszywany z niezwykłą precyzją. U kilku, na szczytach drzewców powieszone były długie szarfy z wypisanymi dotychczasowymi zlotami, podczas których dana flaga była prezentowana. Kilkanaście Mundiali wzbudzało wśród nas - pierwszaków - niemały podziw. Jednak wcale nie czuliśmy się gorsi, a wręcz przeciwnie - ciągle sympatycznie nastawieni do nas uczestnicy parady upewniali nas w przeświadczeniu, że też godnie reprezentujemy wizerunek culés.

Ponadgodzinny spacer ulicami Totany w blisko 35 Celsjuszach dawał się we znaki wszystkim. Na szczęście zakupiona w pobliskiej piekarni woda znacznie zbliżyła nas do celu, którym okazał się park miejski. Zmęczeni, ale wciąż chłonni wrażeń zatrzymaliśmy się w cieniu, jaki rzucał przysłonięty bordową płachtą pomnik. Jeszcze dobrze nie zdążyliśmy odetchnąć, a już wokół nas zebrało się mnóstwo ludzi, a wśród nich działacze FC Barcelony oraz organizatorzy zlotu z PB Totana. Korzystając zatem ze szczęścia, z bliska obserwowaliśmy uroczystość odsłonięcia okazjonalnego pomnika upamiętniaj±cego XXXII Trobada Mundial w Totanie. Pamiątkowe zdjęcie, wymiana uprzejmości i już po chwili wszyscy udali się do mieszczącego się obok amfiteatru. My zaś, korzystając z chwili wolnej udaliśmy się do bufetu. Odebraliśmy przysługujące nam zimne napoje oraz drobny poczęstunek i rozsiedliśmy się wygodnie w cieniu drzew.


3. Flaga FCBP dumnie prezentowana podczas głównej parady.

Także tym razem nie było nam dane dłużej odpocząć. Zwabieni oklaskami również postanowiliśmy zająć miejsca przy amfiteatrze. Na wpół zadaszonej scenie znajdowali się już najważniejsi oficjele, cierpliwie czekający na swoją kolej przy mównicy. Także i tutaj zdecydowaliśmy się zaznaczyć naszą obecność, przywiązując flagę do barierki na środku trybun po przeciwnej stronie estrady. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Oto do mikrofonu podszedł Pan Alfons Godall, który swoje przemówienie rozpoczął od słów: "Witam wszystkich bardzo serdecznie, a szczególnie naszych przyjaciół z Polski, których wręcz nie sposób tutaj nie zauważyć!" Reakcją na słowa pana prezydenta były oklaski i wszystkie głowy zwrócone w naszym kierunku. Nie sposób jest w słowach opisać uczucie, jakie towarzyszyło nam w tym momencie. Ogromna radość i wielka duma, że nasza praca jest zauważalna, że kibice z Polski są naprawdę świetnie odbierani nie tylko przez Klub, ale i przez kibiców z Hiszpanii i nie tylko, którzy to przecież sami stanowią o Barçy na świecie.

Po oficjalnej części przyszedł czas na wyróżnienia dla uczestników. Mimo,że wyczytywano przedstawicieli kibiców, którzy obchodzili m.in. kilkudziesięciolecia działalności swoich Penyes, to w końcu w głośnikach również dało słyszeć się wyraźne: "Penya Barcelonista Polonia". I choć do wyciągnięcia i włączenia aparatu wystarczają zazwyczaj działania tylko jednej osoby, to w tym momencie nierówną walkę z pokrowcem rozpoczęło trzech Polaków. Na szczęście zakończyła się ona sukcesem i już po chwili przy scenie znajdowała się reprezentacja polskich kibiców. Z rąk włodarzy FCB otrzymaliśmy serdeczne gratulacje, symboliczne gadżety oraz pamiątkową statuetkę. Chwilę później zaczepiła nas urocza pani z mikrofonem BarçaTV, prosząc o kilka słów przed kamerą. Na wypowiedziach dotyczących zlotu, działalności kibicowskiej w Polsce i podróżach do Barcelony się nie skończyło. Po zarejestrowaniu materiału odbyliśmy krótką prywatną rozmowę z pracownikami barcelońskiej telewizji, którzy byli wyraźnie pod wrażeniem naszej aktywności.

Hiszpańskie słońce wciąż nie dawało ani chwili wytchnienia, dlatego z radością przyjęliśmy fakt udania się na obiad. Po kilkuminutowym spacerze wraz z innymi kibicami weszliśmy do wielkiej, dwupoziomowej restauracji, w której klimatyzacja wydawała się być niczym balsam na ranę. Gdy tylko zajęliśmy miejsca, kelnerzy rozpoczęli podawanie przystawek i dań, a także zmrożonych napojów. I choć kuchnia iberyjska to nie to samo, co porządny polski obiad, to już po kwadransie ani mały, ani tym bardziej wielki głód nie miał prawa nawet się odezwać. Serdecznie dziękując za miłe towarzystwo współbiesiadnikom, którzy byli wyraźnie rozemocjonowani ostatnimi wydarzeniami politycznymi, zajęliśmy pojedynczą ławkę przed budynkiem. Rzucany na nią przez wielką palmę cień był w tym momencie głównym kryterium doboru miejsca do wypoczynku. Nie byliśmy jednak jedynymi chętnymi do poobiedniego relaksu wśród zieleni. Wdaliśmy się w sympatyczną rozmowę z piątką znajomych, którzy jak sami powiedzieli "w końcu doczekali się zapoznania z nami". Kobieta w średnim wieku już na wstępie pochwaliła się córką, która studiowała w Krakowie i tam też po obronieniu pracy magisterskiej została. Zdradziła nam również treść pierwszego SMSa, jakiego dostała od córki po jej przyjeździe do Polski. "Polacy są super, uwielbiają FC Barcelonę i są tacy przystojni!" - wykrzyczała wręcz, po czym szybko dodała, że nareszcie miała okazję przekonać się co do autentyczności tych słów, powodując rumieńce na naszych twarzach.

Miłą konwersację przerwał nasz nowy znajomy z PB Lloret de Mar, proponując podwiezienie do hotelu. Mając na uwadze rozpoczynający się za godzinę Congreso de Penyes, postanowiliśmy skorzystać z propozycji, wykorzystując ten czas na chwilę odpoczynku i zmianę stroju na bardziej oficjalny. Po niespełna dwóch kwadransach znów udaliśmy się do centrum Totany. Tym razem czekała nas uroczystość dużo poważniejsza niż koncert zespołów z 5 kontynentów, czy parada przez miasto. Wybraliśmy się na Kongres Penyi, który odbywał się w ogromnym kinie. Najpierw jednak przyznanie specjalnych akredytacji, wejście maksymalnie dla trzech przedstawicieli Penyi i poważna atmosfera postawiła nas w stan podwyższonej gotowości. Po otrzymaniu akredytacji pokierowano nas wprost na salę.

Jeden z nas uniósł do góry zasłonę, weszliśmy nieco zagubieni i zmieszani. Wokoło mnóstwo gustownie ubranych postaci, skupione twarze ochrony i przedstawicieli innych Penyi. Nagle jeden z naszej trójki został zaczepiony przez niewysokiego, ale eleganckiego mężczyznę. Był to nie kto inny, jak pierwszy viceprezes klubu - Alfons Godall. "To Wy jesteście tymi Polakami, o których mówią wszyscy?" - zaskoczył nas Hiszpan. W mgnieniu oka poczuliśmy się o kilka centymetrów wyżsi. Nie co dzień zdarzało się nam być zaczepianymi przez klubowych dygnitarzy. Cóż, widocznie w końcu przyszedł czas, by to zmienić :) Po kilku kurtuazyjnych zdaniach sprowadziliśmy rozmowę na tory bardziej praktyczne. Przypomnieliśmy Panu Godallowi, że w najbliższym czasie odbywa się w Polsce wystawa poświęcona FC Barcelonie. Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie padło z naszych ust przekonujące zaproszenie. Jak się okazało kilka dni później na Okęciu wylądował ten sam Alfons Godall ze swoją świtą.

Po uprzejmym pożegnaniu skierowaliśmy się w stronę miejsc siedz±cych na sali kinowej. Przeciskając się drugim rzędem ku środkowi. Naszą uwagę zwróciła ciemnowłosa postać w świetnie skrojonym garniturze, gryzmoląca coś w brudnopisie. Pokonując kolejne bariery znaleźliśmy się za plecami tajemniczej osoby. Wreszcie skupiony brunet podniósł głowę. W jednej chwili oczy nam się zaświeciły. Oto właśnie znaleźliśmy się za plecami bohatera wieczoru... Panie i Panowie: Joan Laporta. Nieco zmarszczone czoło pozwalało sądzić, że dopracowuje jeszcze przemówienie, które miał za chwilę wygłosić. Ciszę przerwał Juan Carrión - prezes PB Totana, organizator zjazdu. "Panie prezydencie, to są Polacy, o których Panu wspominałem". Laporta odwrócił się, a nas znów zamurowało. Jak to się stało, że klubowi prominenci nagle interesuj± się przedstawicielami polskich culés? Nie zdążyliśmy jednak dokończyć myśli, gdyż Laporta zadał całą serię pytań o Fan Club Barça Polska. Krótka historia FCBP, kilka ciekawostek i przypomnienie o spotkaniu przy inauguracji Crestu skutecznie zaciekawiły Prezydenta. Gdy jednak padło zdanie o 900 zarejestrowanych socios naszej Penyi Laporta zrobił tylko wielkie oczy i z niedowierzaniem powtórzył tę liczbę. W międzyczasie zorientowaliśmy się, że wokół nas zaroiło się od kamer, reporterów, a flesze aparatów skutecznie przeszkadzały w rozmowie. Po kilku chwilach Prezydent podał każdemu z nas rękę i zakończył to nieco przypadkowe spotkanie słowami "I like your country. Thank you."

Nieco rozemocjonowani zasiedliśmy w fotelach, gdyż powoli zaczynał się sam Kongres. Zanim ktokolwiek zabrał głos na ekranie kina pojawił się film, w którym trenerzy i zawodnicy poszczególnych sekcji "witali" nas w Totanie i przekazywali swoje pozdrowienia. Wszystko okraszone muzyką Coldplay. Potem zaczęła się właściwa część Kongresu. Główną jego część stanowiły podsumowania kondycji klubu, poszczególnych sekcji oraz przemowa Joana Laporty, który nie byłby chyba sobą, gdyby nie wspomniał o nas - przy okazji wątku o ostatnim transferze Barcelony stwierdził: "Czyhrynsky? On jest chyba młodszy od tych Polaków siedzących tutaj." Po raz kolejny tego dnia na naszych twarzach pojawił się szeroki uśmiech. Był to kolejny dowód, że Hiszpanie to bardzo życzliwi ludzie, ale także potwierdzał się fakt, że nie jesteśmy tylko ludźmi, zrzeszonymi w szeregowym stowarzyszeniu. Fan Club Barça Polska i kibice, którzy gromadzą się pod tą banderą są doskonale rozpoznawalni i pozytywnie odbierani nie tylko przez innych kibiców w Katalonii, ale też klubowe władze.


4. Na Kongres władz Penyes przybyła cała elita Zarządu FC Barcelony.

Podczas referowania kolejnych tematów związanych z klubem padło wiele ciekawostek i interesujących informacji. Dowiedzieliśmy się m.in., że liczba socios od 2002 roku wzrosła o prawie 60 tys. i wyniosła w 2009 - 163 tys. 77% z tej liczby to mężczyźni. Na świecie natomiast istnieje 1903 Penye, z czego 840 w Katalonii, a 152 poza granicami Hiszpanii. Spośród sprawozdań poszczególnych sekcji najbardziej zapadło nam w pamięć, że hokeiści na wrotkach w ciągu ostatnich 4 lat zdobyli aż 17 pucharów!

Po tej części przyszła pora pytania, uwagi, pochwały. Na wypowiedzi, nie zawsze merytoryczne, odpowiadali klubowi oficjele. Czasami było kurtuazyjnie, czasami natomiast dało się wyczuć lekkie napięcie i emocje w głosie. Padały pytania o transfery, terminarz, odwiedzanie kolejnych Penyi przez Laportę oraz konieczność płacenia za bilety karta kredytową. Zarząd jednak wychodził obronną ręką z praktycznie każdej sytuacji. Zanim się zorientowaliśmy spotkanie dobiegło końca, a my spostrzegliśmy, że minęły ponad 3 godziny! Przy wyjściu zamieniliśmy jeszcze kilka słów z naszym ulubionym członkiem zarządu, czyli Panem Xavierem Baguésem, po czym skierowaliśmy się na Wielką Galę - kulminacyjną kolację całego zjazdu!

Około godziny 22 dotarliśmy na miejsce, gdzie odbyć miał się Finałowy Koncert Wielkiej Gali. Usytuowana niedaleko autostrady gigantyczna hala rzucała się w oczy już z daleka. Na parkingu pełnym osobowych aut udało się w końcu znaleźć wolne miejsce, po czym szybkim tempem ruszyliśmy do celu. Wcześniej musieliśmy okazać ochronie obiektu nie tylko akredytacje, ale i bilety wstępu. Po sprawdzeniu tożsamości mogliśmy bez przeszkód iść dalej. Wielki, długi na kilkadziesiąt metrów hangar z zewnątrz ozdobiony był gigantycznymi plandekami reklamowymi Barçy. Poza tym surowy stan blachy nie wyglądał imponująco, mimo to czym prędzej postanowiliśmy wejść do środka. A tam czekało na nas miłe zaskoczenie, bo choć czujne oko domyśliło się prędko przeznaczenia hali (ogromny magazyn lokalnej firmy), to osoby odpowiedzialne za wystrój i dekorację sali naprawdę spisały się na medal. Na wszystkie ściany został opuszczony biały materiał, naprzemiennie ozdobiony bordowymi i granatowymi firanami. Po lewej stronie hangaru została zbudowana wielka scena, a w pozostałej części kilkadziesiąt długich stołów nakrytych obrusami. Każde krzesło, a właściwie fotel obleczony został podobnie jak ściany białym materiałem, a po zewnętrznej stronie oparć wisiały wielkie kokardy – oczywiście w barwach klubowych. Co więcej, każdego uczestnika gali już na wstępie spotkała miła niespodzianka. Na każdym miejscu znajdowały się dwie żółte reklamówki z upominkami od medialnych sponsorów zlotu: "Sportu" i "El Mundo Deportivo". Po raz kolejny zajęliśmy miejsce wzbudzając sympatię współtowarzyszy stołu, którzy uprzejmymi gestami od razu zapraszali nas do siebie. W ciągu kilkunastu minut hala została wypełniona po brzegi, a na scenie rozpoczęły się występy artystyczne.


5. Pomieszczenie, gdzie odbywała się gala prezentowało się imponująco!

Czas ten sprzyjał rozmowom z innymi kibicami, którzy jak zwykle atakowali nas tysiącem pytań z każdej strony. W międzyczasie obsługa rozpoczęła serwowanie dań. I choć wcześniej zapoznaliśmy się z menu, które zostało umieszczone na stołach, to wygląd i ilość podawanych smakołyków przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Samych przystawek podanych na początku było tak wiele, że próbując każdego po jednym kęsie, byliśmy najedzeni zanim kelnerzy przynieśli pierwsze danie główne. Makarony, ryż, warzywa, owoce morza, ryby, mięsa... było wszystko co tylko można było przygotować i jeszcze więcej. Gdy jednak po dobrej godzinie ciągłego kosztowania przepyszności podano deser, grzechem było go nie spróbować. Zostały podane "lody blaugrana", czyli deser lodowy w kolorze barw klubowych. Na scenie muzyka ani na chwilę nie przestawała grać, a goście z pięciu kontynentów, prezentujący się dwa dni wcześniej przedstawili zupełnie nowe pokazy. Po ich zakończeniu nagle rozległ się hymn FC Barcelony, a zwiększona liczba ochroniarzy przy wejściu głównym zwiastowała obecność ważnej persony. I choć między wysokimi mężczyznami w czarnych garniturach nie było widać nikogo, nietrudno było się domyślić, że swoją obecnością zaszczycił wszystkich Joan Laporta. Co więcej, pojawił się w towarzystwie dwóch piłkarzy, na spotkanie z kibicami przyjechali bowiem specjalnie Perdo i Maxwell. Była to nie lada gratka dla każdego, kto chciał zapytać nowych graczy o to, jakie cele postawili sobie do osiągnięcia z Barceloną, czy też jak czują się przebywając na co dzień w jednej szatni z najlepszymi zawodnikami na świecie.

Mniej więcej po północy po raz kolejny na scenie pojawili się wszyscy oficjele, którzy po raz ostatni podziękowali organizatorom za trud włożony w organizację całego przedsięwzięcia. Co więcej, wyrwany do odpowiedzi Laporta pozwolił sobie na krótkie podsumowanie sezonu, przypominając wygraną na Stamford Bridge, triumf w Rzymie, oraz totalny nokaut największego rywala podczas Gran Derbi. Kolejne zdania prezydenta co chwilę przerywane były gromkimi brawami, a gdy sternik Dumy Katalonii z wyraźną pewnością w głosie obiecywał nie mniejszą walkę o kolejne zwycięstwa, blisko dwa tysiące osób podniosło taką wrzawę, jakiej nie powstydziło by się same Camp Nou. Na koniec wypowiedzi padło nieśmiertelne "Visca el Barça i Visca Catalunya", co jest zawsze najlepszym podsumowaniem tematu, jeśli mowa o Barcelonie. Swoją szansę na przekazanie dwóch słów kibicom mieli także sami piłkarze, którzy oszczędnie w słowach zapewnili zgromadzonych o swojej ambicji, woli walki i chęci powtórzenia sukcesów sprzed kilku tygodni.

Po tych pełnych patosu wypowiedziach, na scenie pojawiła się Miriam Garcia, wokalistka katalońskiego pochodzenia, która zaprezentowała specjalnie napisany na tą okazję utwór. Od razu wpadająca w ucho melodia została oficjalnie okrzyknięta Hymnem XXXII Międzynarodowego Zlotu Kibiców FC Barcelony w Totanie.

Kiedy ok. godziny 2 niektórzy zaczęli już odczuwać zmęczenie, pod halę zaczęły przyjeżdżać autokary, które regularnie co 30 minut rozwoziły wszystkich do hoteli. Ci, którzy pozostali, przenieśli się do drugiej części hangaru na tzw. "afterparty". I choć zabawa przy muzyce była naprawdę świetna, to wizja porannej podróży samochodem na lotnisko do Malagi zmusiła nas do powrotu do hotelu.

Przedłużające się pakowanie nie pozwoliło nam na więcej niż godzinę snu, dlatego tuż po godzinie 5 bagaże znajdowały się już w bagażniku srebrnego Focusa. Podróż powrotna minęła dość szybko i sprawnie, choć nie obyło się bez krótkiej przerwy na zakup mocno kofeinowego napoju, który miał ponoć dodać kierowcy skrzydeł. I chyba tak się stało, bo 3 godziny przed odprawą znajdowaliśmy się 25km od celu. Wykorzystaliśmy zatem nadmiar czasu na śniadanie w przydrożnym barze oraz przegląd porannej prasy. Miłym zaskoczeniem były zdjęcia naszej flagi w obu sportowych dziennikach oraz kilka wzmianek na temat obecności polskiej delegacji w Totanie. Zadowoleni ruszyliśmy dalej, by po kwadransie odstawić auto na podziemny parking przy lotnisku. Podróż do Polski przebiegła wyjątkowo szybko, głównie za sprawą zmęczenia, które utrzymywało nasz sen do samego lądowania. Odbierając bagaże każdy z nas był jeszcze myślami w Totanie...

Wyprawa przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Intensywność ostatnich dni jeszcze huczała nam w głowie. Serdeczność Katalończyków i Hiszpanów nie pozwoliła czuć nam się obco w tym wielotysięcznym tłumie. Czy to tajemnicza, bordowo-granatowa więź, czy może po prostu katalońska gościnność – coś pozwoliło nam się czuć w tym magicznym miejscu jak u siebie w domu. Duma, jaka nas rozpierała gdy wysłuchiwaliśmy kolejnych gratulacji, była najlepszą zapłatą za cały trud i wysiłek włożony w rozwój FCBP. Jesteśmy przekonani, że gdy Alfons Godall chwalił nas za zaangażowanie, miał na myśli całą rzeszę polskich Culés, współtworzących naszą niepowtarzalną społeczność Barcelonismo. "To Wy jesteście tymi Polakami, o których mówią wszyscy?" - to zdanie dotyczy każdego polskiego fana. Nie byłoby nas tam bez Was, bez Waszej pasji i bez Waszego oddania. Wszystkim i każdemu z osobna mówimy zatem: Gracias!

KILKA ZDJĘĆ Z WYJAZDU:


6. Ulice Malagi z rozwieszonymi nad nimi materiałami skutecznie chroniły przed słońcem.


7. Gorące plaże Andaluzji oszczędzały tłumów.


8. Występ cheerleaders blaugrana rozpoczął część artystyczną.


9. Krótkie spotkanie z Juanem Carrión Tudela - prezydentem PB Totana.


10. Spora kolekcja pinów większości Penyi z Hiszpanii.


11. Niezliczona wręcz ilość bander z różnych stron Hiszpanii.


12. Na pięktrowym autokarze nie mogło zabraknać polskiego akcentu.


13. Przemówienia działaczy FC Barcelony na deskach amfiteatru.


14. Polaków także i tutaj nie sposób było nie zauważyć.


15. Zarząd Stowarzyszenia chwilę po odebraniu pamiątkowej nagrody.


16. Specjalnie na tą okazję przygotowano okazjonalny pomnik.


17. Miejscowe dzieciaki w parku bawiły się wyśmienicie.


18. Popołudniem wszsyscy udali się na obiad.


19. W uroczystej gali udział wzięło ponad 2000 osób.


20. Kolejna porcja przemówień, wyróżnień, podziękowań i nagród.


21. Reprezentacja FCBP wraz z sobowtórem Messiego.


22. Laporta po otrzymaniu wyjątkowej polówki musiał wyjeżdżać w obstawie ;)


23. Pedro i Maxwell także przybyli na Galę.

by Bartosz & bambosh

POWRÓT